|
piątek, 31 lipca 2009
26 lat minęło...
no i skończyło się wesołe życie nastolatki...koniec z wszelkimi możliwymi zniżkami...:( nie wiem jak ja to przeżyję? ale to, co jest najważniejsze to czas dorosnąć, dojrzeć... co nie ukrywam, sorawia mi nielada problem...trudno jest zmieni w sobie coś czego tak na prawdę się nie widzi...więc ciężka droga przed mna... a cóż się wydarzyło przez to 26 lat mojego życia? 1. zyskałam nowe życie z Jezusem Chrystusem- a to jest najcenniejsze! 2. ukończyłam szkołe podstawową, średnią i zdobyłam 2 licencjaty (chyba dojrzewam do mgr;)) 3. marzylam, realizowałam marzenia i wciąż marzę :) 4. przeżyłam nieudane zaręczyny 5 przetrwałam burze i doświadczenia 6. rozwinęłam sie i wciąż rozwijam pod wieloma względami 7. doświadczyłam i doświadczam wielu wspaniałych przyjaźni (dzieki wam kochani) 8. przeżyłam śluby moich bliskich ;) 9. odkryłam powołanie 10. nauczyłam się żyć... pewnie jeszcze wiele mogłabym napisać...ale nie chce przynudzać...wiem, ze jeszcze długa droga nauki przede mną...chociażby jak przechodzić przez życie z nieustającą radością wewnetrzną, bez względu na próby i doświadczenia....to ciężka szkoła, ale chyba na chwilę obecną to jest moim życzeniem by opanować tę sztukę... bo przecież "Radujcie się w Panu zawsze, powtarzam radujcie się". takie jakieś przemyślenia mnie dopadły...pewnie z wiekiem coraz częściej ...;) póki co nie mam nic do dodania...:) no może jeszcze to :dzięki Ci Panie za kolejny rok mego zycia...:)
niedziela, 26 lipca 2009
rozczarowania i nadzieje...
nie wiem jak mam zacząć swą wypowiedź??cóż...po poprzednim wpisie nie wiem jak zacząć...bo przecież miało być tak pięknie, tak wyjątkowo i wymarzenie...a jednak życie potrafi nas zaskoczyć...i w tym przypadku nie ma wyjątku...znów powróciłam do Ligii wolnych kobiet oczekujących na swego księcia z bajki :) nie ukrywam, przeżyłam wielkie rozczarowanie...nie tak przecież miało być...nie o bólu marzyłam i nie o strachu...pisalam, że wiem iż jest to Boża wola...istotnie, to co mialo miejsce, bez względu na wszystko nie wymykało sie spod Bożego wzroku...ale co do sytuacji z mym narzeczonym...cóż, za bardzo skupialam się na całej otoczce, tych wszystkich znakach i cudach, przypadkach, zbiegach okoliczności, iż zaczęlam je przypisywać Bogu...tak łatwo sie pomylić i interpretować wszystko tak, by się zgadzało z moim "ego"...w rezultacie okazało się, że pogubiłam się w swoich marzeniach i nie sluchalam głosu samego Pasterza...i tak sie zagmatwalam, że to co miało cieszyc smuciło, to co nazywa sie zakochaniem przeobraziło się w rozczarowanie...a to co miało być szczęściem było jednym wielkim bólem... z perspektywy czasu widzę, że w istocie to Pan Bóg mnie ochronił przed podjęciem najglubszej decyzji w swoim życiu...nie piszę, ze zamąż pójście jest głupią decyzją, ale jeśli z niewłaściwą osobą, to wtedy jest głupie... a dziś...utwierdzam się w przekonaniu, że pora dorosnąć...i skupiać się na tym co na prawdę jest w życiu ważne...i znów zaczynam patrzeć z nadzieją w przyszłość...wbrew nadziei mam nadzieję...
piątek, 01 maja 2009
nowości...:)
1. Pan Bóg błogosławi na uczelni, pomaga w niesamowity sposób i również rozwiązał sytuację z pracą...na brak pracy nie narzekam, mam jej pod dostatkiem a co najpiękniejsze robię to co kocham i czuję się spełniona :)] 2. Wychodzę za mąż!!!tak, tak...to dość szokujące zwłaszcza, że ostatnia notka dotyczy tęsknoty za tym właśnie faktem...ale mogę tylkonapisać, ze warto czekać i nie rezygnować z marzeń!!! Ufać i czekać cierpliwie aż się spełni...i właśnie się spełnia:):):) 3. Zaczynam się spełniać muzycznie...co prawda wciąż czekam na jakieś wielkie BUM, ale to co teraz robię sprawia mi niesamowitą radość!!! przede wszystkim z tego względu, że mogę w ten sposób uwielbiać mego Wszechmocnego i cudownego Ojca w niebie!!! cóż więcej...jestesm SZCZĘŚLIWA!!! wiele zmian we mnie...tak wewnętrznie...odkrywam w sobie coś nowego...nowe pokłady siły, które pochodzą z góry!!!:):):) iść przez życie w nieustannym zachwycie, zwłaszcza że jest go dzielić z kim :)
niedziela, 19 października 2008
welon...
zaniedbałam moje pisanie...bo szerze pisząc nie miałam motywacji, natchnienia ani chęci...zastanawiałam się czy to ma sens? no ale skoro rozpoczęłam wypadałoby dokończyć... wczoraj był ślub moich przyjaciół...wraz z grupa usługiwaliśmy im pieśniami...muszę przyznać, ze był to dość ciekawy ślub...:) po uroczystości tradycyjnie składa się życzenia...tylko nie sądziłam, ze będą to z jednej strony najzabawniejsze a z drugiej tak zawstydzające życzenia...Pani Młoda postanowiła obdarować mnie prezentem...;) kiedy zabierałam się do wyprzytulania młodych, ona zdjęła swój welon i wpięła mi go we włosy mówiąc, ze jest to prezent dla mnie...chyba nie muszę pisać co się działo i jakie reakcje były...;) cóż...welon jak welon...ale jednak potrafi wprowadzić niezłe zamieszanie w życiu...potrafi rozbudzić to, co gdzieś tam w trudach postanowiło zasnąć...taka jedna, w sumie miła, sytuacja potrafiła tak zamącić...staram się zebrać w całość i powrócić do poprzedniego stanu...to zburzyło jakiś taki mój mały porządek w życiu...a może miało trochę poburzyć? nie wiem... wiem tylko tyle, ze dużo myślę teraz...i się zastanawiam nad Bożą drogą, Jego planem...i wciąż nie wiem o co chodzi? co On ma dla mego życia..i czy jest w nim miejsce na welon...hmm...chyba za bardzo się otworzylam... wiem tylko tyle, że najlepsze rozwiązanie to UFAĆ, choć nie ukrywam, że jest to trudne...
niedziela, 17 sierpnia 2008
decyzja podjęta...ale czy słuszna, o tym czas pokaże...mam mętlik w głowie i niepewność...bo zawsze jest to 'ale'...jednakże trzeba było podjąć deczyję i nie zwalać całej roboty na Wszechmogącego... wakacje po woli dobiegają końca...przede mną kolejne egzaminy wstępne na studia mgr...szczerze, to ja już jestem tym wszystkim zmęczona...tęsknie za ustatkowanym życiem...za robieniem tego, co na prawde jest właściwe, potrzebne... niestety na pewne rzeczy się nie ma po porstu wpływu...i niektórzy nie potrafią tego zrozumieć...i to jest przykre... uczę się ufności...bezgranicznej, szczerej i wiecznej...co, muszę przyznać, nie przychodzi mi łatwo...wciąż gdzieś to ludzkie ego, natura, bierze górę...miliony pytań, obaw, myśli...rozstrząsanie problemów i zastanawianie sie co by było, gdyby...potem noce nieprzespane, bóle głowy, smutki i zmartwienia...a przecież"nie troszcie się o nic, o to co będziecie jeść lub co będziecie pić", "spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, a Pan wasz troszczy się o nie"...tak mało we mnie wciąż tej ufności i wiary...tak wiele jeszcze potrzebuję się uczyć...a czuję, że sił brakuje by powstać i podnieść swój wzrok ku górze i oczekiwać na pomoc...ale z drugiej strony, cóż innego pozostało?
poniedziałek, 14 lipca 2008
puzzle...
przede mną trudna decyzja do podjęcia...im więcej myślę, tym większy mętlik w głowie...to trudne byc między marzeniami a Bożą wolą...zwłaszcza gdy pewności się nie ma czy oby to rzeczywiście Boża wola...a najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że moje marzenia to także Boża wola dla mojego zycia...tylko teraz co jest priorytetowe...czego tak na prawdę Bóg oczekuje?? trochę czuję się jak Abraham, kiedy z Bożej woli otrzymał swego syna Izaaka..i nadszedł czas,ze Bóg miał inny plan..chcial aby złożono Mu to co sam dał...moze tego ode mnie oczekujesz Panie?? że złożę bez wahania coś, co jest dla mnie cenne i wartosciowe na rzecz innego błogosławieństwa?? nie ma co gdybać...w ciszy i zaufaniu oczekuję Twej odpowiedzi...i mocno wierzę, że się nie spóźnisz... a Was, kochani, proszę o wsparcie w modlitwie, gdyż tego bardzo potrzebuję...bo nie chcę podjąć złej decyzji...chce wiedzieć, że to jest droga, którą wytyczył dla mnie Bóg i że całe niebo stoi po mojej stronie... bo rzeczy, które się z tym wszystkim wiąrzą nie należą do rzeczy zwykłych, prostych i radosnych...
wtorek, 08 lipca 2008
dedykacja...
rano wstaję, włączam gadu- gadu...i wiadomość...z dedykacją i dopiskiem: Doduś słonko!!! jesteś dosłownie taka jak to, jak słowa...po czym otwieram link i słyszę: Rano wstajesz zły wszystko z Ciebie kpi Nie chce Ci się nic nawet żyć Więc biedny jesteś bo nie wiesz nawet Że masz prawdziwy skarb skarb w postaci mnie! Kto rozjaśnia Ci wszystkie szare dni Kto nadzieje ma aż do dna No kto rozśmiesza gdy nie do śmiechu ci Wszystko to na siebie biorę ja! Bo mnie na uśmiech zawsze stać Nie lubię życia brać zbyt serio, serio zbyt bo ja na przekór wszystkim tym Co zasmucają świat, uśmiecham się przez łzy A ja pogoda ducha Twa natychmiast zjawiam się Gdy czuję że Ci źle a ja jak wierny anioł stróż pocieszam Cię co dnia beze mnie ani rusz to mnie wymyślił dobry Bóg byś przez to życie złe z nadzieją przebrnąć mógł to ja na przekór wszystkim tym co zasmucają świat uśmiecham się przez łzy! No i jak się nie wzruszyć...?? nie zasługuję na takie wyróżnienie...bo nie jestem człowiekiem bez wad...sama często potrzebuję takiego kogoś...czuję się na prawdę nie godna..ale wiem, że to nie ja...ale Chrystus, który mieszka we mnie jaśnieje swym blaskiem i radością...i to jest najpiękniejsze, że ludzie wokół to dostrzegają..:) oby zawsze pozwolić jaśnieć Temu, który tchnął we mnie życie- to prawdziwe życie...być promieniem słońca na ziemi...niby takie proste, a jak bardzo potrzebne...dzieki Ci Panie za ten dar..:)
niedziela, 06 lipca 2008
to było coś :)
w piątek po koncercie między godz 22 a 23, postanowiliśmy pójść plażą do Sopotu...i to był świetny pomysł...:) wial wiatr który nie był zimny, fale się pieniły, piękne niebo, swiatła w oddali...nałożyłam słuchawki na uszy...leciał MAtt Radman...i zaczęłam po prostu tańczyć.... i to było tak niesamowite...dziękowałam Bogu za to, że żyję...za to, że jestem Jego dzieckiem, ze jestem szczęsliwa i prawdziwa... poczułam się tak niesamowicie wolna... miałam wrażenie, że po prostu unoszę się gdzieś nad tymi falami... to było tak niesamowite uczucie... taka wdzięczność Wszechmocnemu.. za piękno, talenty, miłość...za Jego Syna... nie przejmowałam się tym co pomyślą moi towarzysze i nawet nie wiem czy oni zdawali sobie sprawę z tego, ze po prostu uwielbiam... dla nich to pewnie było kolejne moje szaleństwo...ale to, co ja przeżyłam jest czymś wyjatkowym...i wiem, że długo tego nie zapomnę...
Nawet w nocy poucza mnie serce moje. Mam zawsze Pana przed sobą Gdy On jest po prawicy mojej, nie zachwieję się dlatego weseli się serce moje i raduje się dusza moja nawet ciało moje spoczywać będzie bezpiecznie dasz mi poznać drogę życia obfitość radości w obliczu twoim rozkosz po prawicy Twojej na wieki Psalm 16
czwartek, 26 czerwca 2008
ja...
tak więc odwazyłam się zamieścić siebie...tak, tak...ta powyżej to ja...z regóły szalona, zakręcona i radosna...choć czasem zdarzają się dni kiedy wszystko widzę w mniej radosnych barwach... kocham Jezusa i nie wyobrażam sobie życia bez Niego...i powiem każdemu, ze życie z Nim jest najcudowniejszą przygodą...życie z Nim jest prawdziwym i pełnym życiem...i nigdy bym nie zamieniła swego zycia...i wcale swięte nie jest nudne :) co wiecej o mnie? nie wiem...po prostu jestem..:)
środa, 25 czerwca 2008
wywalczyłam...
no i po obronie...jestem teraz licencjatem edukacji artystycznej- jak to pięknie brzmi...niestety to kolejny...trzeba by było w końcu jakiego mgr się dorobić...ale spokojnie, bo teraz jak zaczną się sypać mgr to jeden po drugim...;) ale póki co, cieszę się z tego co jest...:) obroniłam się na 5:):):) od kilku lat mamy wraz z moimi przyjaciółkami taką tradycję (mam nadzieję, że one nadal ją pielęgnują?), że wypisujemy sobie na kartce nasze marzenia i chowam gdzieś w bezpiecznym miejscu, po to, by za rok je otworzyć i zobaczyć jaki jest rezultat...i czasem Pan Bóg zadziwia...kiedy ja już całkiem zapomniałam o danym marzeniu lub po prostu odstawiłam gdzieś na bok, bo twierdziłam, że i tak nic z tego nie będzie...a tu miła niespodzianka...Pan Bóg wysłuchał pragnienia serca..:) i to te najskrytsze...:) no i właśnie dziś też otworzyłam swoje marzenia..cóż...sa takie co się spełniły- bez żadnych rewelacji...a są też takie na które wciąż i wciąż czekam...i prawdę mówiąc (pisząc) to już czasem brak wiary na ich spełnienie...ale wciąż wytrwale wypisuję...i może w końcu zostanę zaskoczona..:) ale i tak jestem zdania, że marzyć trzeba i wierzyć, że się spełni...:) |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
FRIENDS
Moja tfórczość...;)
Warto :)
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||